O autorze
Zamiłowanie do sportu zaszczepili jej rodzice. Już jako kilkuletnia dziewczynka jeździła z nimi na nartach i chodziła po górach. Jednak na poważnie sportem, a dokładnie chodem sportowym, zajęła się dopiero, mając 17lat. Jest olimpijką, rekordzistką kraju i 12 zawodniczką Mistrzostw Europy z Barcelony, ale jak mówi: największe sukcesy dopiero przed nią.

Pamiątki po kontuzji...

Trenuję!!!! To jest dla mnie teraz najważniejsze! W chwili obecnej nie liczą się prędkości, ilość pokonywanych kilometrów, a tylko to że mogę trenować. Nie ma bólu, poza tym z zakwasów, ale ten lubię. Najzwyczajniej cieszę się z każdego kilometra pokonanego na treningu.

Wróćmy do początku:


W tym roku są Igrzyska Olimpijskie, czyli najważniejsza impreza w czteroleciu. Moje przygotowania rozpoczęły się bardzo dobrze, ale nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli. Nabawiłam kontuzji, która wykluczyła mnie na wiele tygodni ze sportu. Na początku myślałam, że będzie to tylko kilkudniowy odpoczynek, ale niestety było inaczej. Na szczęście udało się uniknąć operacji i mogę już normalnie trenować. W tym miejscu chciałam bardzo podziękować wszystkim tym, którzy pomogli mi wyleczyć kontuzje achillesa: dr Krzysztof Ficek, dr Jan Sokal i dr Marek Krochmalski, oraz fizjoterapeuci: Wojciech Herman, Piotr Ziajski i Filip Humpa. Dziękuję również za wsparcie i wyrozumiałość Polskiemu Związkowie Lekkiej Atletyki, mojemu klubowi AZS AWF Katowice, firmie Primavika, mojemu trenerowi Matejowi Spisiakowi, rodzinie, przyjaciołom, moim wiernym kibicom oraz Fundacji "Biegamy z Sercem". Dzięki Wam udało mi się wrócić do sportu i jestem za to bardzo wdzięczna.

Po kontuzji nie ma już praktycznie śladu, poza kilkoma bliznami na nodze, oraz gorszej wydolności, ale blizny się zagoją, a wydolność wróci :)

Powroty do normalnego reżimu treningowego nie są łatwe, ale na szczęście z treningu na trening jest coraz to lepiej. Na pierwszych treningach miałam problemy z przejściem 6-8km - tempo było żółwie, a tętno kosmiczne. W związku z tym przez pierwsze dwa tygodnie nie monitorowałam tętna na treningach tylko słuchałam swojego organizmu. Co prawda nie polecam takiego zachowania swoim zawodnikom, jednak łatwiej jest doradzać niż samemu się siebie słuchać ;) W miarę treningów prędkości zaczęły mi rosnąć, a tętno, gdy już zaczęłam je kontrolować, spadać. Trenuję już piąty tydzień, a moje prędkości wzrosły z 6:17- w takim czasie pokonałam swój pierwszy kilometr po przerwie, do około 5:15 podczas normalnego treningu. Wraz z dodawaniem kolejnych środków treningowych wszystko zaczyna się stabilizować i wracać do normy. Mam już za sobą pierwsze treningi tempowe, oraz długie wychodzenie gdzie prędkości nie odbiegały bardzo od tych osiąganych przed kontuzją. Kilometraż również wzrasta z tygodnia na tydzień, więc wszystko idzie zgodnie z planem. Mam niesamowity zapas motywacji, który uzbierałam w okres kontuzji, więc mam z czego czerpać siły do kolejnych treningów.

Teraz czekam mnie okres bardzo ciężkiej pracy. Zaległości nie da się nadrobić, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Wierzę, że teraz już wszystko będzie dobrze i w najbliższym czasie wrócę do pełnego treningu, oraz uzyskam minimum na Igrzyska Olimpijskie, co jest teraz dla mnie sprawą priorytetową. Zrobienie minimum da mi komfort w dalszych przygotowaniach i pokaże jak mój organizm reaguje na nowe bodźce treningowe.

Buziaki,
Agnieszka
Trwa ładowanie komentarzy...